Chorzy i my

Jakoś nie raz mamy taki problem, że ktoś z naszej rodziny zachoruje i musimy się zaopiekować. Wiadomo, że podać leki to standard, ale jako fachowcy ze swojej strony, to możemy także pomóc. Czy to opukać plecy, by nie było odleżyn, czy wymasować stopy, a jak potrzeba, to nawet wymasować plecy, czy ręce, albo nogi. Kwestia tego, co należy zrobić? Zasada jest chyba jedna: staramy się robić to, co możemy i pomóc jak możemy. Wiemy, że trzeba orientować się w sytuacji i podejść do tego w miarę naszej mocy. Zależy jak odbieramy to wszystko i ile możemy zrobić… Myślę, że z racji zawodu sobie poradzimy…

Praca i kręgosłup

Dziwne w naszej pracy jest to, że my pracujemy, się staramy, a sami dostajemy baty w naszym życiu. Faktem jest, że pracujemy, pomagamy innym, ale dużo lat w zawodzie i pochyleniu daje nam popalić i wtedy raczej nie chcemy tego już robić. Ale co poradzić, kiedy starzy klienci mają do nas zaufanie i człowieku się nie odczepisz. Jest to bardzo miłe. Sami mamy problemy, a jednak pomimo bólu własnego robimy, co trzeba i nadal pomagamy. Ja zawsze zaznaczam, że będę masować, sprawdzać, czy wszystko w porządku i pilnować stanu zdrowia, na tyle, na ile mnie stać. Jakoś ponad 20 lat mi się udało! Super ludki!

Refleksoterapia

Fajnie jest sprawdzić, czy komuś coś się dzieje, bądź coś dolega? Z własnego doświadczenia z klientami wiem, że czasami się kombinuje, żeby lekarzowi powiedzieli, jak się czują i czy oznaki kiepskiego działania powodują, że takie objawy są. Zdarzyło mi się kilka razy, że zwróciłam uwagę na stan zdrowia, bo ja tylko mogę zanalizować, a lekarz jest od diagnozy. To jest podstawa naszej pracy. Dawać plus-minus nasze stwierdzenia i powiedzieć o co chodzi? Udało mi się „spłodzić” po terapii dziewięcioro dzieci. Nawet dostałam w prezencie zdjęcie jednego z nich. A jedna klientka powiedziała, że jestem „dzieciorobem”, bo daję pomoc. Cieszę się, że pomogłam.

Masaż w sporcie

Znamy masaż sportowy, który trzeba wykonywać. Niektórzy są wyspecjalizowani w tym fachu i dobrze to wykonują. Ja niestety nie czułam się tak mocna, ale miałam propozycję być masażystką w Polonii Warszawa. Szok jednym słowem, bo pomimo obecności klubowego masażysty, to ja wygrałam masując trenera. Jak to zrobiłam, to do dzisiaj nie wiem. Niestety ze względów rodzinnych nie mogłam podjąć tej pracy. Z jednej strony było mi przykro, ale widocznie tak miało być. Klubowy masażysta później pytał się mnie, co zrobiłam? Odpowiedź była krótka: ty masujesz klasycznie, a ja łączę różne techniki i wyczuwam, co człowiekowi potrzeba. Nooo, był to dla mnie nie lada zaszczyt!

Masaż w tenisie

Akurat masaż w tenisie jest, jak i w innym sporcie potrzebny. Miałam swego czasu możliwość pracy na kortach tenisowych i pracy nad sportowcami. Na początku dla mnie była to w sumie nowość, bo normalnie pracowałam raczej przy ludziach schorowanych. A tutaj totalne zaskoczenie i potrzeba szybkiej reakcji na ból. Zdarzało się tak, że musiałam szybko reagować, bo miałam na to tylko 15 min. Miałam taką śmieszną historię, że przyszedł do mnie pewien trener i poprosił o pomoc dosłownie na korytarzu. No i co miałam zrobić? Są przypadki ekstremalne, że trzeba coś szybko wykombinować. Więc wyrwałam koledze papierosa z dłoni i zrobiłam 5-cio minutową terapię na zasadzie moksy. Podziałało!

Kawa i masaż

Chyba wszyscy lubimy kawę na rozpoczęcie dnia. Niektórzy nie mogą się dobudzić i muszą wypić takiego „szatana”, by wyruszyć „z kopyta” do pracy. Czasami widziałam takich kolegów przy pracy, którzy pili po trzy takie na dzień. Dla mnie to był trochę szok. Mi starczy jedna i jest ok. Ale niektórzy piją rano rozpuszczalną, a po południu już sypaną, czy z expresu. Znam też takich amatorów, którzy zabierają naszą zbożówkę ze sobą i mają picie „rytualne”, to znaczy robią to tak: rano inka, ok. dziesiątej, czy jedenastej sypana, a po południu rozpuszczalna, by dobrze zasnąć i nie mieć w nocy kłopotów ze spaniem. No są kawosze…,ale czy to zdrowe?

Wpływ masażu

Każdy masaż jest oznaką dbania o człowieka. Przynajmniej ja tak myślę. Dobre usposobienie i dokładne wykonywanie swojej pracy daje nam satysfakcję, że można chociaż komuś pomóc w jakikolwiek sposób. Jesteśmy także przy okazji psychologami i powiernikami spraw osobistych, czy nawet rodzinnych. Często mi się zdarza, że bardziej pracuję mózgiem, niż rekami. Ale tak to już w życiu jest, że ludzie mają do nas zaufanie. Kwestią podstawową jest to, że nic nie może wyjść spoza czterech ścian gabinetu. Czasami przyjmowałam znajomych ojca i ten się wypytywał z ciekawości, jakie mają problemy. Lecz niestety nigdy nie dostał odpowiedzi. Dyskrecja musi obowiązywać, jak u lekarza.

Masaż i opukiwanie

Dawno temu miałam „pakera”, z którym się założyłam, że mu te mięśnie wymasuje i je „rozwalę”. Oczywiście nie opukiwałam, tylko zrobiłam po swojemu i ku mojemu zdziwieniu dostałam podwójną kwotę wynagrodzenia, bo chłop przegrał zakład, to raz, ale potem dziękował. Wyglądał jak Gołota i nawet się go bałam, bo przyszedł z podobnym kolegą. W końcu wymasowałam obu i potem miałam fajnych chłopaków na stół. Jakim cudem to się udało, bo oboje byli tak „napakowani”, że ręce mogły odpaść na przedbiegach. Matko kochana! Jak ja dałam radę z tymi „betonami” to do dzisiaj nie wiem, ale jedno zapamiętałam: Chłopaki idziemy poszaleć na parkiecie i na piwo!!!

Klienci i co zrobić?

W zasadzie musimy wykonywać nasz zawód i stosować w pracy różne metody działania, odpowiednie do każdego człowieka, bo przecież każdy jest inny i nigdy nie będzie „wspólnej ramki” do wszystkich. Nawet lekarz musi się dostosować do człowieka i  choć ma dwie osoby z tymi samymi objawami, to diagnoza może być zupełnie różna i obiema osobami trzeba się zaopiekować. Ja zaliczyłam szpital w Niemczech i w Polsce. I oczywiście jak zwykle byłam znowu w pracy. Czasami zadaję sobie pytanie, kiedy nie będę musiała wkraczać w akcję i robić, co możliwe, by pomóc człowiekowi? Czasami aż przeklinam i mówię:”Osz k…”. Ludzie, dejcie se luza przed pogotowiem!

Wyścig ze śmiercią

Ściganie się ze śmiercią jest nieodłącznym naszym zadaniem w życiu. Nigdy nie wiadomo, czy przypilnujemy podopiecznego, czy jakoś mamy dbać o siebie np. pracując za granicą i jednocześnie wykonywać nasz zawód. Często spotykałam się, że rodzina chciała za darmo mnie wykorzystać, ale jeżeli ktokolwiek będzie chciał tak zrobić, to wymęczą nas na Amen. Dlaczego czasami tak się dzieje, że człowiek i tak pomaga, ale daj palec i zjedzą cię aż bo bark. Mnie się zdarzyło i chciano mnie zawodowo wykorzystać. Dobrze, że umiałam zadzwonić, wyjaśnić i powiedzieć o co chodzi, jak przyjechało pogotowie. Byli tylko zdziwieni reakcją i znajomością ludzkiego organizmu. No w końcu nas tego uczyli, nie?