Napad na bank

W zawodzie różnie bywa i w zasadzie jesteśmy skazani na ciągłą pracę. Nigdy nie wiadomo, kiedy musimy wkroczyć do akcji. Ostatnio też mi się zdarzyło, że pomimo uroczystości rodzinnej musiałam zadziałać. Okazało się, że jeden z uczestników nie mógł dotrzeć, bo łapnął jakieś grypiszcze. Na szczęście mieszkał niedaleko. Więc dałam gościom jeść i biegiem do chorego postawić bańki i wymasować stopy. Godzina zeszła, goście dali w kuchni radę, a ja jakoś się uwinęłam ze swoją robotą. Wniosek jest taki, że niestety, ale zawsze biegniemy, bo trzeba, konsultujemy z lekarzem i robimy swoje. To faktycznie napad na bank zdrowotny.

Dodaj komentarz